| ° Forum ° Szukaj ° | |
| Salon i serwis - Mercedes Poznań. [{] Auto giełda [{] dostawcze samochody [{] Antykwariat - monety [{] |
| Kumys / Kto z Was przestał pić bez AA ? |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . |
| Autor | Wiadomość |
| michal
|
Posted: 24 Kwi 2006 23:33:39 michał napisał
Mam też inne argumenty za tym, żeby nie używać alkoholu, chętnie je
wyłuszczę zaineresowanym... co do argumentow do za nie używaniem alkoholu mam ich miliony ale ciekawią
mnie twoje przemyślenia w temacie jak można jeszcze rzucić alkohol. Alkohol rzuciłem w momencie, kiedy moim przemyśleniom (tym, o których mówiłem w poprzednim poście) pomógł przypadek. Wielokrotnie też zadawałem sobie wcześniej pytanie, dlaczego dużo piję, skoro nie czuję się uzależniony od tego trunku. Ponieważ zrozumienie czegoś nie jasnego nie znosi próżni, wytłumaczyłem sobie, że alkohol jest takim niezbędnym regulatorem we wszystkich kluczowych aspektach życia, gdzie w grę wchodzą otaczający mnie ludzie (w naszej kulturze o taki model dedukcji nie trudno). Jak zabawa, to mocno zakropiona, gdyż inaczej można ją tylko przespać z nudów... Jeśli mam zjeść z pożadaną niewiastą kolację u mnie w domu, to ze dwie butelki wina trzeba mieć w pogotowiu, jeśli chcę też z nią zjeść śniadanie... Byłem właśnie na balu karnawałowym i na samym jego początku zacząłem konsultować z małżonką, kto bądzie prowadził rano samochód. Wiadomo, o co chodziło. Ale tym razem pokłóciliśmy się ostro i jako dżentelmen, a mieliśmy daleko do domu, postanowiłem wypić dwa kieliszki na początku zabawy i resztę czasu spędzić na trzeźwo. Akurat w tę noc właśnie, w czasie tego balu, bawiłem się tak dobrze, jak nigdy! Naprawdę wyjątkowo. Znakomicie wręcz. Pamiętałem (chyba pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem) wszystkie wydarzenia tej nocy i wspaniały nastrój. Od tamtej pory zacząłem z czystej ciekawości eksperymentować. Chciałem wiedzieć, czy był to tylko przypadek, czy też może nastrój w towarzystwie zależy od innych zupełnie rzeczy, nie od wypitych wódek czy kufli piwa. Dlatego na każdej kolejnej imprezie ostentacyjnie nie piłem. Odpowiadając na kpiny moich dotychczasowych kompanów, sam nabijałem się z nich przed imprą. Przepowiadałem im na przykład najbliższą przyszłość i wymieniałem z imienia osoby, które za kilka godzin połączą się na długo z Wisłą, a które zasną w sałatce pogasiwszy najpierw w niej pety. Nie omieszkałem też przewidywać, jak fajnie będą się czuli nazajutrz po przebudzeniu... ;) Te eksperymenty przekonały mnie ostatecznie, że nastrój, jaki mam mieć, gdziekolwiek się znajduję, zależy tylko ode mnie. z twoich wypowiedzi rozumie że jeden ze sposobów to przeczytać ksiązkę
Anthony,ego Robbinsa i zmienić nastawienie w mozgu trochę trudne narazie tylko znam ciebie ktory sobie w ten sposób poradził. Nie wiem, czy jest to sposób dla każdego. Ja w każdy razie dostrzegłem na stronach tej książki, że autor jest wyjątkowo mądrym człowiekiem. A jego rady, które mnie najpierw przerażały (sam tytuł jego książki "Obudź w Sobie Olbrzyma" brzmiał beznadziejnie idiotycznie i zwiastował jakieś debilne pranie mózgu), w miarę czytania stawały się fascynujące i, co najważniejsze, skuteczne dla mnie. ...jak masz jakiś inne pomysły po prosze przedstaw.
rozumiem że znasz zasady i program 12 krokow AA oraz sposób myślenia trzeźwiejących alkoholików. co byś w nich zmienił o 180 stopni jestem ciekaw i chętnie poznam twoje przemyślenia może być to odkrywcze. Nie mam prawa mieszać tu na grupie i burzyć ludziom ustalonego od wielu dziesiątek lat porządku wychodzenia z uzależnienia i utrzymania trzeźwości. Za tak mądrego się nie uważam. Bo wiem, że na program składa się ciężka praca wielu najbardziej szlachetnych i wybitnych ludzi, którzy życie poświęcili, żeby pomóc innym. Ale na privie chętnie się z Tobą podzielę moimi wnioskami. pozdrawiam michał |
| sebix2
|
Posted: 26 Kwi 2006 18:43:42 michał napisał
Mam też inne argumenty za tym, żeby nie używać alkoholu, chętnie je wyłuszczę zaineresowanym... co do argumentow do za nie używaniem alkoholu mam ich miliony ale
ciekawią mnie twoje przemyślenia w temacie jak można jeszcze rzucić alkohol. Alkohol rzuciłem w momencie, kiedy moim przemyśleniom (tym, o których mówiłem w poprzednim poście) pomógł przypadek. Wielokrotnie też zadawałem sobie wcześniej pytanie, dlaczego dużo piję, skoro nie czuję się uzależniony od tego trunku. Ponieważ zrozumienie czegoś nie jasnego nie znosi próżni, wytłumaczyłem sobie, że alkohol jest takim niezbędnym regulatorem we wszystkich kluczowych aspektach życia, gdzie w grę wchodzą otaczający mnie ludzie (w naszej kulturze o taki model dedukcji nie trudno). Jak zabawa, to mocno zakropiona, gdyż inaczej można ją tylko przespać z nudów... Jeśli mam zjeść z pożadaną niewiastą kolację u mnie w domu, to ze dwie butelki wina trzeba mieć w pogotowiu, jeśli chcę też z nią zjeść śniadanie... Byłem właśnie na balu karnawałowym i na samym jego początku zacząłem konsultować z małżonką, kto bądzie prowadził rano samochód. Wiadomo, o co chodziło. Ale tym razem pokłóciliśmy się ostro i jako dżentelmen, a mieliśmy daleko do domu, postanowiłem wypić dwa kieliszki na początku zabawy i resztę czasu spędzić na trzeźwo. Akurat w tę noc właśnie, w czasie tego balu, bawiłem się tak dobrze, jak nigdy! Naprawdę wyjątkowo. Znakomicie wręcz. Pamiętałem (chyba pierwszy raz czegoś takiego doświadczyłem) wszystkie wydarzenia tej nocy i wspaniały nastrój. Od tamtej pory zacząłem z czystej ciekawości eksperymentować. Chciałem wiedzieć, czy był to tylko przypadek, czy też może nastrój w towarzystwie zależy od innych zupełnie rzeczy, nie od wypitych wódek czy kufli piwa. Dlatego na każdej kolejnej imprezie ostentacyjnie nie piłem. Odpowiadając na kpiny moich dotychczasowych kompanów, sam nabijałem się z nich przed imprą. Przepowiadałem im na przykład najbliższą przyszłość i wymieniałem z imienia osoby, które za kilka godzin połączą się na długo z Wisłą, a które zasną w sałatce pogasiwszy najpierw w niej pety. Nie omieszkałem też przewidywać, jak fajnie będą się czuli nazajutrz po przebudzeniu... ;) Te eksperymenty przekonały mnie ostatecznie, że nastrój, jaki mam mieć, gdziekolwiek się znajduję, zależy tylko ode mnie. tak to prawda jesli nie jesteś uzalżniony, niestety osoby uzależnione nie mają kontroli nad tym co robią i nad sobą podobne eksperymenty moga jedynie utwierdząc że jak pije jest ok bo jak nie ma alkoholu to nie ma zabawy i czuje sie zle (i nie odbywa sie to w sferze rozważań tylko uczuć) racjonalene myślenie odchodzi w dal gdy jest kać i cierpienie liczy sie tylko polepszenie samopoczucia z twoich wypowiedzi rozumie że jeden ze sposobów to przeczytać ksiązkę
Anthony,ego Robbinsa i zmienić nastawienie w mozgu trochę trudne narazie tylko znam ciebie ktory sobie w ten sposób poradził. Nie wiem, czy jest to sposób dla każdego. Ja w każdy razie dostrzegłem na stronach tej książki, że autor jest wyjątkowo mądrym człowiekiem. A jego rady, które mnie najpierw przerażały (sam tytuł jego książki "Obudź w Sobie Olbrzyma" brzmiał beznadziejnie idiotycznie i zwiastował jakieś debilne pranie mózgu), w miarę czytania stawały się fascynujące i, co najważniejsze, skuteczne dla mnie. ...jak masz jakiś inne pomysły po prosze przedstaw.
rozumiem że znasz zasady i program 12 krokow AA oraz sposób myślenia trzeźwiejących alkoholików. co byś w nich zmienił o 180 stopni jestem ciekaw i chętnie poznam twoje przemyślenia może być to odkrywcze. Nie mam prawa mieszać tu na grupie i burzyć ludziom ustalonego od wielu dziesiątek lat porządku wychodzenia z uzależnienia i utrzymania trzeźwości. Za tak mądrego się nie uważam. Bo wiem, że na program składa się ciężka praca wielu najbardziej szlachetnych i wybitnych ludzi, którzy życie poświęcili, żeby pomóc innym. Ale na privie chętnie się z Tobą podzielę moimi wnioskami. chcieli by je poznać |
| michal
|
Posted: 28 Kwi 2006 00:10:01 [ciach] tak to prawda jesli nie jesteś uzalżniony, niestety osoby uzależnione nie
mają kontroli nad tym co robią i nad sobą podobne eksperymenty moga jedynie utwierdząc że jak pije jest ok bo jak nie ma alkoholu to nie ma zabawy i czuje sie zle (i nie odbywa sie to w sferze rozważań tylko uczuć) racjonalene myślenie odchodzi w dal gdy jest kać i cierpienie liczy sie tylko polepszenie samopoczucia A gdybyś spojrzał szerzej na to, co tutaj napisałeś.... Przerobię nieco Twój tekst i też będzie zinterpretowaną prawdą: " tak to prawda, jesli nie MASZ NAWYKÓW. Niestety osoby , KTÓRE MAJĄ NAWYKI, nie mają DO KOŃCA kontroli nad tym co robią i nad sobą, podobne eksperymenty
moga jedynie utwierdzać, że JAK KTOŚ ROBI TO, DO CZEGO PRZYWYKŁ, jest ok, bo jak nie MOŻE ROBIĆ TEGO, DO CZEGO JEST PRZYZWYCZAJONY OD DAWIEN DAWNA, to nie ma zabawy i czuje sie zle (i nie odbywa sie to w sferze rozważań tylko uczuć) racjonalene myślenie odchodzi w dal, gdy BRAKUJE CI TEGO, CO SPRAWIA, ŻE CZUJESZ PRZYJEMNOŚĆ liczy się tylko polepszenie samopoczucia" Z tym, że trzeba pamiętać, iż każdy z nas ma nawyki i jakieś złe przyzwyczajenia, które w dużej mierze go ograniczają. Niektórzy nie godzą się na to, chcą to zmienić, bo maja motywację i to zmieniają - inni godzą się na to przekonani, że ich nieszczęście przyszło z zewnątrz i nie daje ich się przekonać, że przyczyna niepowodzeń jest w nich, w środku i jedynymi, którzy mają na nich wpływ są oni sami. Otóż ja widzę tu ten sam mechanizm. Alkoholicy świadomi swojejego stanu tym różnią się od tej części zwykłych śmiertelników, którzy w jakiś sposób budują siebie - że utworzyli sobie sami własne prawa "wychodzenia" i zamknęli się w nich jak w klatce. A tworzywem tych krat jest świadomość, że "właściwie nigdy nie przestaje się być alkoholikiem, można najwyżej nie pijącym być"... ale wciąż być nim. Wiem, że to brzmi jak herezja... :( [ciach] Nie mam prawa mieszać tu na grupie i burzyć ludziom ustalonego od wielu
dziesiątek lat porządku wychodzenia z uzależnienia i utrzymania trzeźwości. Za tak mądrego się nie uważam. Bo wiem, że na program składa się ciężka praca wielu najbardziej szlachetnych i wybitnych ludzi, którzy życie poświęcili, żeby pomóc innym. Ale na privie chętnie się z Tobą podzielę moimi wnioskami. chcieli by je poznać Przemyślę z przyjemnością... ;)) pozdrawiam michał |
| Mysza
|
Posted: 28 Kwi 2006 08:06:41 I jeszcze jedno: Dzięki tym twoim "kratom" ja naprawdę czuję się wolny. Znam swoje ograniczenia, jak Dedal, i dlatego mogę swobodnie i mądrze korzystać z własnej wolności, wolności od alkoholu. |
| jakub
|
Posted: 28 Kwi 2006 09:07:42 . Otóż ja widzę tu ten sam mechanizm. Alkoholicy świadomi swojejego stanu tym różnią się od tej części zwykłych śmiertelników, którzy w jakiś sposób budują siebie - że utworzyli sobie sami własne prawa "wychodzenia" i zamknęli się w nich jak w klatce. A tworzywem tych krat jest świadomość, że "właściwie nigdy nie przestaje się być alkoholikiem, można najwyżej nie pijącym być"... ale wciąż być nim. Wiem, że to brzmi jak herezja... :( herezja? skądże. To mniej więcej to samo, co bardzo często spotykany u osób uzależnionych (nie tylko od alkoholu) zespół mechanizmów obronnych. To co napisałeś wyżej, to w gruncie rzeczy twierdzenie że tak naprawdę nie ma problemów z alkoholem a ci którzy twierdzą inaczej -błądzą lub oszukują. Że istnieją osoby takie jak Ty które doskonale sobie zdają sprawę ze swojego stanu i potrafią sobie z nim poradzić. Wielu wspaniałych ludzi zeszło z tego świata o wiele za wcześnie dzięki takiemu myśleniu. To żaden problem -nie pić. Prawie każdy alkoholik to potrafi -przez jakiś czas. Co więcej -znam co najmniej jednego alkoholika który nie pił przez jedenaście lat, tzn. pił jak Ty -jedno piwo czy lampka wina raz na jakiś czas- ale kiedy spotkało go parę niepowodzeń życiowych, wpadł ostro, teraz próbuje się wydobyć. O przypadkach "kontrolowanego" picia przez kilka lat po "rzuceniu" nałogu zakończonych kompletnym odpłynięciem nie ma co pisać, bo to właściwie norma. Alkoholizm jest po prostu chorobą, niczym więcej ani mniej, przy obecnym stanie wiedzy chorobą nieuleczalną, i dla chorego nie ma powrotu do kontrolowanego picia, nie ma wymuszonej abstynencji, a próby gry z nałogiem kończą się zawsze tragicznie. Dorabianie do tego ideologii jest niebezpieczne, bo sprzyja ignorowaniu rzeczywistego zagrożenia, jak leczenie raka naparem z huby brzozowej. Owszem, zdarzają się samoczynne remisje nowotworów -raz na milion przypadków, ale z hubą brzozową nie mają raczej nic wspólnego. Alkoholizmu być może to też dotyczy. I może Ty jesteś właśnie tym jedynym przypadkiem. Ale dużo bardziej prawdopodobne mi się wydaje (na podstawie tego co piszesz), że Ty po prostu nie jesteś i nigdy nie byłeś tak naprawdę uzależniony, i w związku z tym nie do końca jesteś w stanie zrozumieć, do czego ludziom potrzebny jest ruch AA i terapia uzależnień. Myślę że lepiej byłoby gdybym się nie mylił. jakub |
| sebix2
|
Posted: 28 Kwi 2006 22:25:02 A gdybyś spojrzał szerzej na to, co tutaj napisałeś.... Przerobię nieco Twój tekst i też będzie zinterpretowaną prawdą: " tak to prawda, jesli nie MASZ NAWYKÓW. Niestety osoby , KTÓRE MAJĄ NAWYKI, nie mają DO KOŃCA kontroli nad tym co robią i nad sobą, podobne eksperymenty
moga jedynie utwierdzać, że JAK KTOŚ ROBI TO, DO CZEGO PRZYWYKŁ, jest ok, bo jak nie MOŻE ROBIĆ TEGO, DO CZEGO JEST PRZYZWYCZAJONY OD DAWIEN DAWNA, to nie ma zabawy i czuje sie zle (i nie odbywa sie to w sferze rozważań tylko uczuć) racjonalene myślenie odchodzi w dal, gdy BRAKUJE CI TEGO, CO SPRAWIA, ŻE CZUJESZ PRZYJEMNOŚĆ liczy się tylko polepszenie samopoczucia" tekst można interpretować jak każdemu pasuje i co najgorsze każdy ma racje to słyszy to co chce usłyszec (przykłade mogą choćby być interpretacje biblii) ale możemy zawsze porozmawiać faktami i tu troszkę sie zmienia bo z faktami sie nie dyskutuje. i jesli moge cie prosić to fakty fakty i jeszcze raz fakty. sznuje twój punkt myślenia i filozofię ale tak myślę sobie że zamyka sie on trochę w swerze teoretycznych rozważań i to trochę ukształtowanych na podstawie ksiażki która zrobiła na tobie wrażenie i wywarłą duże przerzycie duchowe. proszę cię o trochę realnego spojrzenia na sprawę uzalżnienia. - gdzieś kiedyś usłyszałem że osoba nie pijąca nie zrozumie nigdy uzależnionej a która popija jeszcze bardziej nie zrozumie. jak narazie w wątku masz gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania a czy są jakieś znaki zapytania co do uzależnienia nie jesteś ciekaw jak inni przerzywali poraszki i wyjścia z matni. wygłosiłeś swoja opinie jak to u ciebie było i zgeneralizowałeś na innych ze też tak moga. a każdy jest indywidualnością i każdy ma swój życiorys (piciorys). |
| gazebo
|
Posted: 29 Kwi 2006 16:36:46 To żaden problem -nie pić. Prawie każdy alkoholik to potrafi -przez jakiś czas. Co więcej -znam co najmniej jednego alkoholika który nie pił przez jedenaście lat, tzn. pił jak Ty -jedno piwo czy lampka wina raz na jakiś czas- ale kiedy spotkało go parę niepowodzeń życiowych, wpadł ostro, teraz próbuje się wydobyć. moze dopiero po latach wyksztalcilo sie w nim uzaleznienie, skad pewnosc, ze juz nim byl ad hoc? |
| jakub
|
Posted: 29 Kwi 2006 17:57:19 moze dopiero po latach wyksztalcilo sie w nim uzaleznienie, skad pewnosc, ze juz nim byl ad hoc? nie żartuj sobie. Znam jego historię -pił ostro od 15 roku życia, miał rozpoznany alkoholizm, wszywany esperal i przed 25 rokiem życia dwa pobyty w zakładzie zamkniętym. Kiedy się zakochał i ożenił, przestał, zaczął po kilku latach popijać "po jednym piwku", a po rozwodzie i bankructwie jego firmy -poszedł na całość. Teraz jest po terapii i nie pije, ale nie wiem, czy wytrzyma, z różnych powodów; oczywiście życzę mu jak najlepiej. Gdyby było tak jak piszesz, przytaczanie tutaj takiego przykładu byłoby mało sensowne, nie uważasz? jakub |
| gazebo
|
Posted: 29 Kwi 2006 18:23:12 moze dopiero po latach wyksztalcilo sie w nim uzaleznienie, skad pewnosc, ze juz nim byl ad hoc? nie żartuj sobie. Znam jego historię -pił ostro od 15 roku życia, miał rozpoznany alkoholizm, wszywany esperal i przed 25 rokiem życia dwa pobyty w zakładzie zamkniętym. Kiedy się zakochał i ożenił, przestał, zaczął po kilku latach popijać "po jednym piwku", a po rozwodzie i bankructwie jego firmy -poszedł na całość. Teraz jest po terapii i nie pije, ale nie wiem, czy wytrzyma, z różnych powodów; oczywiście życzę mu jak najlepiej. Gdyby było tak jak piszesz, przytaczanie tutaj takiego przykładu byłoby mało sensowne, nie uważasz? nie uwazam, rozne sa historie, wolalem sie dopytac niz bazowac na domyslaniu |
| gazebo
|
Posted: 30 Kwi 2006 16:26:21 moze dopiero po latach wyksztalcilo sie w nim uzaleznienie, skad pewnosc, ze juz nim byl ad hoc? nie żartuj sobie. Znam jego historię -pił ostro od 15 roku życia, miał rozpoznany alkoholizm, wszywany esperal i przed 25 rokiem życia dwa pobyty w zakładzie zamkniętym. Kiedy się zakochał i ożenił, przestał, zaczął po kilku latach popijać "po jednym piwku", a po rozwodzie i bankructwie jego firmy -poszedł na całość. Teraz jest po terapii i nie pije, ale nie wiem, czy wytrzyma, z różnych powodów; oczywiście życzę mu jak najlepiej. Gdyby było tak jak piszesz, przytaczanie tutaj takiego przykładu byłoby mało sensowne, nie uważasz? nie uwazam, rozne sa historie, wolalem sie dopytac niz bazowac na domyslaniu tak mi cos jeszcze przyszlo do glowy, czy standardowe terapie daja (i jaka) szanse na 11 lat kontrolowanego zycia? |
| << . 1 . 2 . 3 . 4 . 5 . |
|
Czas ładowania strony (sek.): 0.623 users miniBB.net © 2001-2009 op19 matematyka transport giełda przytulny dom computo |