| ° Forum ° Szukaj ° | |
| Salon i serwis - Mercedes Poznań. [{] Auto giełda [{] dostawcze samochody [{] Antykwariat - monety [{] |
| Kumys / Maszyny |
| << . 1 . 2 . 3 . >> |
| Autor | Wiadomość |
| lechox
|
Posted: 27 Mar 2006 22:37:15 Moze i faktycznie dla "ivi" byloby to moze dobre... Ale dla mnie nigdy
egoizm nie stal w parze z czyms dobrym... wlasnie takim egoizmem mozna kolesiowi pokazac ze cus jest nie tak... bo w slowa to ja jusz nie bardzo wierze... moze wlasnie taki gest wymaga prawdziwej milosci... gdyby nie taki gest ze strony moich najblizszych za pewne dawno znalazlbym sie na smietnisku dziejoow... a dzis jestem im za to baaaardzo wdzieczny... ;) pozdrawiam |
| ivi
|
Posted: 29 Mar 2006 08:32:00 Zerwalam z nim. Nie wiem jak dlugo to wytrzymam. Przez ostatnie 2 dni znow przegral 800zl. Mam nadzieje ze bede konsekwentna i szybko do niego nie wroce, ale nie wiem czy naprawde tego chce... |
| lechox
|
Posted: 29 Mar 2006 10:57:18 Zerwalam z nim. Nie wiem jak dlugo to wytrzymam. Przez ostatnie 2 dni znow
przegral 800zl. Mam nadzieje ze bede konsekwentna i szybko do niego nie wroce, ale nie wiem czy naprawde tego chce... nie, to on dokonal wyboru... wybral hazard... zdaj sobie sprawe ze dopuki nic sie nie zmieni bedziesz tylko rzeczą ktora umozliwia mu grę... wierze ze to slooszna decyzja... reszta jest tylko w jego rekach... pozwool mu sie stoczyc... jak wyciagnie z tego nauke to jest szansa... jesli nie ... to i nic tobie przy nim... badz konsekwentna... i nie daj sie skusic na litosc... bo przegrasz... chyba ze zobaczysz KONKRETNE dzialania z jego strony np terapia... pozdrawiam i zycze wytrwalosci |
| news
|
Posted: 29 Mar 2006 13:03:40 Zerwalam z nim. Nie wiem jak dlugo to wytrzymam. Przez ostatnie 2 dni znow
przegral 800zl. Mam nadzieje ze bede konsekwentna i szybko do niego nie wroce, ale nie wiem czy naprawde tego chce... Gratuluję pierwszego kroku. Następne kroki będą takie jak zechcesz - Twoja decyzja. Tylko nie cofaj się do poprzedniego punktu, cokolwiek by się nie działo... b. |
| Abstynent
|
Posted: 29 Mar 2006 18:53:12 Zerwalam z nim. Nie wiem jak dlugo to wytrzymam. Przez ostatnie 2 dni znow
przegral 800zl. Mam nadzieje ze bede konsekwentna i szybko do niego nie wroce, ale nie wiem czy naprawde tego chce... Postapilas rozsadnie. Zapewne boli Cie to teraz podwojnie. Prawdopodobnie nie bylo jednak innego rozwiazania. Moze sie zdarzyc, ze Twoj "krok" bedzie dla niego "dnem". Wtedy MOZE zrozumie.... Nie ludz sie jednak, ze nastapi to w ciagu kilku tygodni (miesiecy)! By moc byc pewnym jego "normalnosci" trzeba go "obserwowac" kilka lat. Czy znajdziesz na to sile...!? W kazdym badz razie zycze wytrwalosci |
| Art
|
Posted: 12 Kwi 2006 11:53:52 http://www.anonimowihazardzisci.org/ |
| michal
|
Posted: 12 Kwi 2006 23:02:53 Zerwalam z nim. Nie wiem jak dlugo to wytrzymam. Przez ostatnie 2 dni znow
przegral 800zl. Mam nadzieje ze bede konsekwentna i szybko do niego nie wroce, ale nie wiem czy naprawde tego chce... Miejmy nadzieję, że to zerwanie będzie punktem zwrotnym w jego myśleniu. Mam jednak takie przemyślenia... Zostawienie człowieka samego z problemem narkotykowym czy uzależnieniem od hazardu ma sens wtedy, kiedy człowiek naprawdę jest już blisko samego dna. Pozbawienie go wtedy ogniska domowego, kiedy jest ono w jakiś sposób już ukształtowane i stanowi jakąś część wspólnego dorobku - może spowodować u uzależnionego szok, którego następstwem może być pozytywna zmiana sposobu myślenia. Trudno jednak przypuszczać, że zaledwie dwuletni okres waszego związku, to jest to, co w skali całego jego życiorysu może stanowić stratę największą. Nie mnie to oceniać. Poza tym zrywając z nim pozbawiłaś się kontroli i wpływu jeśli nie na jego postepowanie, to na proces uświadamiania mu, że musi siegnąć do fachowej pomocy. Ktoś takiego wsparcia z zewnątrz musi mu cały czas udzielać. To jest proces, nie wystarczy mu tylko o tym raz czy dwa powiedzieć... Jedną z najwłaściwszych metod wychodzenia z własnych kłopotów jest skuteczne pomaganie innym w takim samym kłopocie... W tym kierunku próbowałbym natchnąć Twojego chłopaka... Życzę powodzenia michał |
| news
|
Posted: 13 Kwi 2006 07:05:36 Poza tym zrywając z nim pozbawiłaś się kontroli i wpływu jeśli nie na jego
postepowanie, to na proces uświadamiania mu, że musi siegnąć do fachowej pomocy. Ktoś takiego wsparcia z zewnątrz musi mu cały czas udzielać. To jest proces, nie wystarczy mu tylko o tym raz czy dwa powiedzieć...
A ja uważam, że ivi nie ma żadnego obowiązku wspierać chłopaka, który nie ma nawet cienia świadomości swojego uzależnienia nie mówiąc o podjęciu jakichkolwiek działań, aby z tego wyjść. Zgadzam się, że wsparcie jest potrzebne i pomocne - ale w zdrowieniu, w wychodzeniu z nałogu. Na siłę nic nie można zdziałać, a istnieje jedynie duże (DUŻE) prawdopodobieństwo, że ivi chcąc pomóc chłopakowi sama się pogrąży we współuzależnienie, depresję czy cokolwiek innego. Dlatego we wcześniejszym poście napisałam, że jeśli ona ma na tyle siły, tak dużo siły, że jest w stanie mu pomóc nie robiąc szkody SOBIE - może podjąć tę próbę. Od niej zależy decyzja. Takie jest moje zdanie. Pozdrawiam b. |
| michal
|
Posted: 13 Kwi 2006 09:19:25 Poza tym zrywając z nim pozbawiłaś się kontroli i wpływu jeśli nie na
jego postepowanie, to na proces uświadamiania mu, że musi siegnąć do fachowej pomocy. Ktoś takiego wsparcia z zewnątrz musi mu cały czas udzielać. To jest proces, nie wystarczy mu tylko o tym raz czy dwa powiedzieć...
A ja uważam, że ivi nie ma żadnego obowiązku wspierać chłopaka, który nie
ma nawet cienia świadomości swojego uzależnienia nie mówiąc o podjęciu jakichkolwiek działań, aby z tego wyjść. No, wybacz! A skąd Ty możesz wiedzieć, co Ivi uważa za swój obowiązek? Czy Ty zostawiłbyś osobę, na której Ci zależy, samą bez wsparcia w obliczu czekających ją dramatów? Jeśli tak, to powinienem współczuć Twoim towarzyszom. Ale każdy ma prawo nie mieć takiego obowiązku, oczywiście. Zgadzam się, że wsparcie jest
potrzebne i pomocne - ale w zdrowieniu, w wychodzeniu z nałogu. Na siłę nic nie można zdziałać... Najwięcej wsparcia jest potrzebne na odcinku uświadamiania. To mozolna praca właśnie dlatego, że "nic na siłę nie można zdziałać". ...a istnieje jedynie duże (DUŻE) prawdopodobieństwo, że
ivi chcąc pomóc chłopakowi sama się pogrąży we współuzależnienie, depresję czy cokolwiek innego. Dlatego we wcześniejszym poście napisałam, że jeśli ona ma na tyle siły, tak dużo siły, że jest w stanie mu pomóc nie robiąc szkody SOBIE - może podjąć tę próbę. Równie dobrze, a może nawet bardziej można sobie zaszkodzić, nie podejmując prób... Każdy ma wystarczająco dużo siły, żeby pomóc. To zależy od tego, jak bardzo się jest zdeterminowanym. Od niej zależy decyzja.
Takie jest moje zdanie. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości... :) pozdrawiam świątecznie michał |
| news
|
Posted: 18 Kwi 2006 10:06:41 Powiem krótko: ivi sama podejmie decyzję, taką jak zechce, ale im większą będzie miała świadomość konsekwencji (także dla siebie), tym ta decyzja będzie trafniejsza. Tylko tyle... b. Poza tym zrywając z nim pozbawiłaś się kontroli i wpływu jeśli nie na
jego postepowanie, to na proces uświadamiania mu, że musi siegnąć do fachowej pomocy. Ktoś takiego wsparcia z zewnątrz musi mu cały czas udzielać. To
jest proces, nie wystarczy mu tylko o tym raz czy dwa powiedzieć... A ja uważam, że ivi nie ma żadnego obowiązku wspierać chłopaka, który nie ma
nawet cienia świadomości swojego uzależnienia nie mówiąc o podjęciu jakichkolwiek działań, aby z tego wyjść. No, wybacz! A skąd Ty możesz wiedzieć, co Ivi uważa za swój obowiązek? Czy Ty zostawiłbyś osobę, na której Ci zależy, samą bez wsparcia w obliczu czekających ją dramatów? Jeśli tak, to powinienem współczuć Twoim towarzyszom. Ale każdy ma prawo nie mieć takiego obowiązku, oczywiście. Zgadzam się, że wsparcie jest potrzebne i pomocne - ale w zdrowieniu, w wychodzeniu z nałogu. Na siłę nic nie można zdziałać... Najwięcej wsparcia jest potrzebne na odcinku uświadamiania. To mozolna praca właśnie dlatego, że "nic na siłę nie można zdziałać".
...a istnieje jedynie duże (DUŻE) prawdopodobieństwo, że ivi chcąc pomóc chłopakowi sama się pogrąży we współuzależnienie, depresję czy cokolwiek innego. Dlatego we wcześniejszym poście napisałam, że
jeśli ona ma na tyle siły, tak dużo siły, że jest w stanie mu pomóc nie robiąc
szkody SOBIE - może podjąć tę próbę. Równie dobrze, a może nawet bardziej można sobie zaszkodzić, nie podejmując prób...
Każdy ma wystarczająco dużo siły, żeby pomóc. To zależy od tego, jak bardzo się jest zdeterminowanym.
Od niej zależy decyzja. Takie jest moje zdanie. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości... :) pozdrawiam świątecznie michał -- Myślę więc jestem. Nie myślę, to znaczy, że mnie głowa boli |
| << . 1 . 2 . 3 . >> |
|
Czas ładowania strony (sek.): 0.417 users miniBB.net © 2001-2009 op19 matematyka transport giełda przytulny dom computo |